Dziennik rozterek - Michał Horbulewicz

Kładzie się spać rozgorączkowana wyborczo Polska, a ja sobie w głowie układam pogląd na sytuację. Szoku nie przeżyłem, ale pewne ogólne zaskoczenie proporcjami wyników owszem. Rewolty nie będzie, ale debata może się nam zrobić ciekawsza (czytaj: świeższa w treści). Wszystkie moje pytania krążą w sumie wokół Ruchu Palikota. Nadzieje też tu krążą.

Przeczytaj więcej


Raptem pięć dni – tyle się urodziło w efekcie kompromisu budżetowego między potrzebą lotu, morza, wrażeń zapadających w pamięć, zmiany otoczenia i odkrycia nieznanego. Jakieś niespodzianki? Spiekłem się – w przedsionku Skandynawii. Pierwszą odsłonę tegorocznych wakacji, nim na dobre przyjdą, mam już za sobą.

Przeczytaj więcej


Wyprawianie Rodziców na egzotyczne wakacje to całkiem przyjemny i ekscytujący czas. Zwłaszcza, jeśli można korzystać z własnych doświadczeń i… nowych technologii. Najpierw asystowałem im w przygotowaniach do wyjazdu na Maderę a teraz mms-uję, sms-uję, telefonuję i siedzę w necie, ciesząc się widokami na żywo. Wow! Mocno się wkręciłem w ten ich wyjazd – realnie i wirtualnie.

Przeczytaj więcej

Samolot z Warszawy na płycie lotniska w Bydgoszczy
Marzenia się spełniają. A na pewno te małe. Wreszcie poleciałem do Bydgoszczy. Przeliczałem złotówki przez parę ostatnich lat, mając nadzieję, że w końcu będę mógł sobie na to pozwolić. Z pomocą przyszedł mi samorząd województwa kujawsko-pomorskiego, który zdecydował się dofinansować połączenia z Warszawą. Przywrócono je pod koniec listopada, po siedmiu miesiącach przerwy. Taka podróż to świetna alternatywa dla pociągów (i chaosu na kolei, jaki zapanował przed Świętami). Lot w komfortowych warunkach, z poczęstunkiem na pokładzie, zajmuje 40 minut – mija wystarczająco szybko, by kawę dopijać w lekkim pośpiechu…

Przeczytaj więcej

Kiedyś, podczas rodzinnego spotkania, Babcia Hanusia wyjęła z szafki pożółkłe papiery i pokazała nam plany domu. W teczce, obok zatwierdzonego przez bydgoski magistrat projektu, znajduje się dziennik budowy. Zawiera kilkanaście adnotacji kierownika, dokumentujących postęp prac. Jedna nota jest szczególna – należy do mojego pradziadka i potwierdza odbiór przybudówki gospodarczej w stanie surowym. Obok podpisu widnieje data: 23 sierpnia 1939 roku. To ostatni wpis dziennika nigdy nieskończonej budowy. Nigdy niezrealizowanych rodzinnych marzeń.

Przeczytaj więcej

Długo przymierzałem się do uruchomienia swojego videobloga. Bo najpierw chciałem przebudować własną stronę, zrobić porządki na biurku i kupić świeżą ziemię dla kwiatka. No, ale na to wszystko brakuje czasu, więc dalszą zwłokę porzuciłem i nagraniu bloga przypisałem wartość relaksacyjną. Nie zmienia to faktu, że to, co mam do przekazania mówię całkiem serio. Choć, jeśli w tym nowym przedsięwzięciu wytrwam, nie zawsze tak będzie…

Przeczytaj więcej

Matthew Mitcham - złoty medalista po dekoracji. Źródło: streem.com.auHa, a to ci nowina. Żadna świeżynka, bo liczy już trzy doby; a jednak, jak się okazuje, nowina. Pogadałem wczoraj z przyjacielem na Skypie. I jak to bywa, podług naszej świeckiej tradycji, po poezji niekłamanych komplementów, przeglądzie spraw bieżących, wymianie myśli codziennych przeplatanych złotymi, brzdąknelim w kieliszki, dając znać, że oto czas przyszedł na ploty! Jednakowoż sezon ogórkowy plotkom nie służy, zagaiłem więc pro forma, że pozostaje nam pocelebrować jeszcze trochę złoty medal dla Matthewa Mitchama. I tu nastała cisza. „Dla kogo?” – zapytał.

No i się zrobiło ciemno. Raz, że lato już zmierzcha; dwa, że oniemiałem; trzy, że się połączenie zerwało. Jakkolwiek w cieniu tegorocznej olimpiady widać było wojenny topór i czuć było cierpienie wielu ludzi, sądziłem, że pewne wiekopomne wydarzenia zwróciły szeroką uwagę uwrażliwionego audytorium. Myliłem się. Zrazu obiecałem więc sobie, że bez dalszej zwłoki odniosę się do zwycięstwa Australijczyka. Z kilku powodów.

Przeczytaj więcej